piątek, 24 lipca 2015

OS "Przeciwieństwa się przyciągają"

On przystojny i uroczy. Kocha imprezy szybką jazdę samochodem, plażę i ładne dziewczyny. Jest porywaczy, ale zarazem delikatny i opiekuńczy mimo, że sam o tym nie wie.

Ona piękna i inteligentna. Kocha sport, czytać książki, sztukę i wakacje na plaży. Jest miła, lecz również trochę zadziorna i uparta.

Niejeden uznał by, że w ogóle nie powinni się spotkać. Wielu mówiło by, że są jak ogień i woda. A jeszcze inni kierowali by się zasadą "Przeciwieństwa się przyciągają".
A cała historia rozpoczęła się w pewne piękne wakacje. Pozwólcie, że was tam przyniosę...

~•••~

-Spakowałaś się już? - Usłyszała melodyjny głos matki dochodzący z kuchni.
-Tak! Już od tygodnia!- Krzyknęła szarpiąc walizkę po schodach.
-Daj pomogę Ci, a ty się ubierz i weź bilet na pociąg.- Powiedziała piękna kobieta, z ciepłym uśmiechem do swojej młodej córki.
-Dobrze nawet nie wiesz jak się cieszę, że jednak jadę nad to morze.- Oznajmiła młodsza z lokatorek.

~Pół godziny później~

-Pamiętaj: masz na siebie uważać, zadzwonić jak dojedziesz, uważać na bagaż i jeżeli tylko Ci się zatęskni wrócić.- Wyliczała przejęta matka tuląc córkę na peronie.
-Mamo! Przecież jestem duża i dorastałam w tym ośrodku. Pamiętasz?- Mówiła młoda ze uśmiechem wymalowanym na twarzy na samą myśl o plaży.
-Dobrze... Ti Volgio Bene (od autorki tł. Chcę dla Ciebie Dobrze- Dla Włochów ma to takie znaczenie jak da nas KC) i do zobaczenia.- Powiedziała matka jakby żegnała się z córką na całe życie.
-Ja Ciebie też kocham. Pa.- Oznajmiła młodsza ostatni raz tuląc mamę i wchodząc do wagonu. Potem jeszcze chwilę kiwała swojej rodzicielce aż w końcu straciła ją z pola widzenia.

~Nad morzem~

-Uważaj jak chodzisz koleś!- Krzyknęła na pewnego bruneta bohaterka naszej historii, podnosząc rzeczy z ziemi.
-Sama uważaj Lala. to, że tak Ci się podobam to nie powód, abyś się od razu na mnie rzucała.-Oznajmił chłopak z chytrym uśmiechem. W pewnym momencie ich wzroki spotkały się ze sobą. Oboje przerwali dotychczasowe czynności i jak w transie spoglądali w swe tęczówki. Pierwsza do rzeczywistości wróciła czarno włosa. Chłopak również przeniósł swój wzrok i odszedł ze swym słynnym  wyrazem twarzy.
-Hej! Daj pomogę Ci.-  Do dziewczyny podszedł kolejny chłopak. Niestety tym razem nie miał tak pięknych i chipnotyzujacych oczu jak jej poprzedni towarzysz myślała.
-No dobrze.- Odpowiedziała z uśmiechem, a chłopak podał jej komórkę.
-Jestem Diego.-Powiedział brunet kierując dłoń w jej kierunku.
-Miło mi, ja jestem Francesca dla przyjaciół Fran a jeżeli chcesz mnie denerwować to Frania.- Oznajmiła uśmiechnięta Włoszka odwzajemniajac gest Hiszpana.
-Znasz może tego Gościa?- Dodała po chwili kierując wzrok na Bruneta o nieziemskim spojrzeniu.
-Tego Kretyna każdy zna...- Odpowiedział zmieszany Diego.
-To... ledwo mi przejdzie przez gardło... Leon Verdas.- Dodał z lekkim obrzydzeniem, a jego wzrok ciągle był skierowany na grupkę nastolatków bawiących się na plaży.
-To tutejszy imprezowicz i chyba z każdą dziewczyną już flirtował. Dlatego proszę uważaj a niego.- Powiedział poważnie chłopak. Dziewczyna tylko przytaknęła i chwilę po rozmawiała z Diego po czym udała się do swego domku.

~Miesiąc później~

Hiszpan i piękna Włoszka są niemal nie rozłączni i każdą chwilę spędzają wspólnie.
-To co idziemy na to karaoke?- Dziewczyna usłyszała głos dobiegający z kuchni. Długo analizowała słowa, które dotarły do jej uszu. Nie bardzo miała ochotę na wyjścia z Diego, ponieważ On na tego typu imprezach nie potrafił zapanować nad swoimi nerwami i rywalizacją.
-Halo Ziemia do Fran!- Powiedział chłopak stojąc w wejściu do pokoju i trzymając talerz pełen naleśników.
-No dobrze możemy iść.- Oznajmiła ze sztucznym uśmiechem i zaczęła konsumować posiłek.
Na co chłopak odpowiedział jej szerokim uśmiechem. Najprawdopodobniej nie zdawał sobie sprawy, że młoda kobieta nie chce dzisiaj nigdzie wychodzić. Włoszka jadła naleśnik i dopiero teraz zdała sobie sprawę iż domek jej przyjaciela jest dużo większy od jej. Ma on białe meble, ramy okien i drzwi oraz miętowe ściany. Cały dom jest urządzony bardzo skromnie lecz gustownie. Jej najbardziej przypadł do gustu miękki szary dywan leżący przy wejściu na taras.
-O czym tak zawzięcie myślisz?- Znowu głos zabrał jej towarzysz.
-A o niczym konkretnym wybacz, ale muszę już iść.- Oznajmiła podnosząc się z dotychczasowego miejsca. Miała mieszane uczucia, gdyż bardzo jej czegoś lub kogoś brakowało i z nadzieją spotkania tego na plaży udała się w to miejsce.

~W tym samym czasie~

-Leon mogę wiedzieć co się z Tobą dzieje?- Meksykanin usłyszał głos przyjaciela.
-Nic...- Oznajmił smutno i bawił się słomką od bezalkoholowego drinka.
-Stary, nie rób ze mnie Debila! Od miesiąca chodzisz przygaszony, smutny, nie chodzisz na imprezy, a jeżeli na jakąś idziesz to siedzisz sam przy barze.- Krzyknął na Niego młody Włoch, który strasznie martwił się o swego przyjaciela.
-Zrozum nic mi nie jest... Tylko tak jakby boli mnie coś w środku i mam taką gulę w gardle jak Ją z Nim widzę.- Powiedział smutno zamyślony chłopak.
-Czyli chodzi o tę Włoszkę. Tak?- Zapytał Feder przyjaciela poruszając brwiami.
-Tak... Ale Ona zadaje się z tym Palantem.- Powiedział Leon dopijając napój.
-A ty w ogóle wiesz jak Ona ma na imię?- Zapytał nagle Fede zatrzymując się przy barierce tarasowego baru.
-Eee...
-Tak myślałem. Koleś ty możesz mieć każdą Laskę. Powiedz mi co Ona ma takiego?- Zapytał zdenerwowany Włoch.
-Sam nie wiem, te jej oczy.- Rozmarzył się brunet.
-Ja mam lepszy pomysł... Chodź ze mną dzisiaj na to karaoke. Poderwiemy jakieś panny.- Zaproponował Federico, na co Leon tylko pokiwał głową na znak protestu i wyszedł z baru zostawiając rachunek na stoliku.

~***~

-O cześć, nie sądziłem że Cię tu spotkam.- Przywitał się chłopak z młodą dziewczyną, którą rozpoznał na drugim końcu plaży. Siedziała skulona i wpatrywała się w fale, a wiatr porywał jej kruczoczarne włosy. Nagle podniosła wzrok i zatopiła się w Jego szmaragdowych oczach.
-Hej.- Oznajmiła zmieszana i wskazała miejsce obok siebie, na co On chętnie przysiadł.
-Jestem Leon/Francesca dla przyjaciół Fran.- Powiedzieli równo i wybuchli nie kontrolowanym śmiechem. Oboje wiedzieli czego im tak naprawdę brakowało.
W pewnym momencie Meksykanin wziął Włoszkę na ręce i pobiegł z Nią do morza.
-Nie Leon proszę zostaw mnie! Puść mnie!- Krzyczała dziewczyna na co On znacząco na nią spojrzał i wrzucił do wody, a sam skoczył za nią.  Dziewczyna wynurzyła się i spiorunowała go wzrokiem.
-No co chciałaś, bym Cię puścił.- Zaczął się tłumaczyć Meksykanin i podniósł ręce w geście obronnym. Dziewczyna jeszcze chwilkę udawała obrażoną lecz potem znowu wybuchła śmiechem, którym zaraziła Leona. Potem razem pływali, nurkowali i bawili się wspólnie jak małe dzieci znające się od zawsze. W pewnym momencie bardzo się do siebie zbliżyli dzieliły ich zaledwie milimetry. Czuli na sobie swoje oddechy i słyszeli przyspieszone bicie serc. Ale przyszły ogromne fale i do pocałunku nie doszło. Wypłynęli na brzeg nieco zmieszani i umówili się na wieczorne karaoke.

~Karaoke~
-Leon no nie wierzę, a jeszcze pare godzin temu nie chciałeś słyszeć o tym miejscu, a teraz sam tu przychodzisz.- Powiedział szczęśliwy Federico w stronę Meksykanina.
-Tak możesz dziękować Fran.- Oznajmił Leon z wielkim uśmiechem.
-Fran? Jakiej Fran?- Zapytał Włoch marszcząc przy tym brwi. Leon tylko na Niego wymownie spojrzał.
-Aaa. Już rozumiem.- Dodał po chwili i puścił oczko przyjacielowi oraz wskazał wejście. Stała w nim Francesca w lekkiej białej sukience na ramiączkach, różowych sandałkach na obcasie i rozpuszczonych włosach. Uśmiechnął się na jej widok i wiedział co mu się w niej tak podobało. Ona jest taka delikatna i dziewczęca do tego bardzo naturalna i odmieniła go pomyślał. Kiedy Go ujrzała lekko się uśmiechnęła lecz do niego nie podeszła. Zabolało go to, ale jeszcze bardziej bolało go kiedy obok Niej pojawił się Diego.
-A teraz na scenę zapraszamy Leona i Francesce!- Do ich uszu dobiegł głos prowadzącego, a światła były skierowane na nich. Nie mieli wyjścia weszli na scenę i zaczęli śpiewać. A kiedy rozległy się ostatnie słowa piosenki Ti Credo On pocałował Ją, a Ona ten pocałunek oddała. Niestety ta piękna chwila nie mogła trwać wiecznie, gdyż pod sceną pojawił się pijany Diego i zaczął przezywać Fran.
Ta wybiegła z płaczem, ale Leon został i obronił honor swej królewny dając jeden i porządny cios chłopakowi w nos.
-Fran proszę nie płacz.- Podszedł do niej i ją przytulił, a ona wtuliła się w niego jak w pluszowego misia. Po chwili wrócili do wcześniej przerwanej im czynności...

~***~

I tak oto kończy się piękna historia naszej Leoncesci, a może jeszcze nie?
Zdradzę Wam tylko, że po roku mój dziadek oświadczył się mojej babci Fran i stali się pięknym małżeństwem z dwojgiem dzieci moim wujkiem Carlem i mamą Clarą.
                                                KONIEC!!!!!!!!!!!!!!
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

7 komentarzy:

  1. Hej!!
    Nie no ten os Jest świetny!!!! Naprawdę dziadek Leon! Cudownie to wymyśliłaś
    !! ♡♡
    Naprawdę, ale za szybko to Skończyłaś :(
    Życzę wenki!!! ❤ ❤ ❤
    Pozdrawiam Nataly :-) :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiedziałaś, że do mnie wrócisz i cię nie ma :(
      http:// leonivioletta.blogspot.com w rozdziale 46
      Pozdrawiam Nataly :-) :*

      Usuń
  2. Wrócę kochana! :*

    OdpowiedzUsuń